piramidy yantra
POWRÓT                                            LINKI GŁÓWNE                                              DRUKUJ




"Jeśli... będziemy marzyć wszyscy razem, bądzie to już początek nowej rzezczywistości."
Helder amara abp



   DUCHOWA PRACA Z PIRAMIDAMI YANTRA



FRAGMENTY KSIĄŻKI


fragment rozdziału  POGOŃ ZA ILUZJĄ


...Gonitwa za iluzją trwa w świecie zewnętrznym zazwyczaj aż po ostateczne zniechęcenie.
Gdy przestajemy gonić, zaczynamy uciekać - przed wszystkim, co nazwiemy teraz "marnością" tego świata; przed bogactwem, związkiem, seksem, radością, przed ludźmi, a przede wszystkim... przed sobą.
Po pewnym czasie, - nieco zgorzkniali - wierzymy już, że wystarczy nam życie intelektualne, samotność, kariera lub bieda. Tymczasem głęboko wyparte, nie wyżyte tęsknoty gromadzą się na dnie podświadomości i - długo odpychane - rosną i rosną, aż iluzja zaczyna gonić nas.
Tak bawimy się w ciuciubabkę pogoni i ucieczki... do chwili, gdy w błysku olśnienia WSZYSTKO staje się takie proste! Jesteśmy odtąd świadomi, że gdy naprawdę posiadamy coś w świecie duchowym, to jest to w naszych realiach oczywiste, jak obecność liści na drzewach.
Dla jednych naturalne jest, że mają co dzień pieniądze na chleb, dla innych, że jeździ się mercedesem, dla jeszcze innych absolutnie pewny jest ciepły związek z rodziną...."



fragment rozdziału  AFIRMACJA 3D 


"
Świat materii - matrix - jest tylko odbiciem rzeczywistości duchowej i tu nie dokonamy zbyt wielu przemian tak, jak nie poprawimy sobie fryzury czesząc lustro!
W matrixie gonimy jedynie za iluzją, jakbyśmy oglądali stale ten sam tragiczny film z nadzieją, że tym razem zakończy się happy endem.
Z tego powodu mitem jest rzekome działanie afirmacji pisanych lub powtarzanych w kółko na jawie.
W ten sposób człowiek żyjący w biedzie zdobędzie być może środki na pilne rachunki, lecz jego ogólna sytuacja materialna pozostanie bez zmian.
Podobne marnowanie czasu i energii przypomina ładowanie zepsutego akumulatora - efekt mizerny i wciąż trzeba go powtarzać.

Jeśli rzeczywiście chcemy coś zmienić w swoim życiu, musimy zacząć od scenariusza, który - jak każda idea - powstaje na poziomie duchowym.
Oznacza to konieczność oddalenia się od świata realnego w głęboką medytację, autohipnozę, świadome śnienie& - do świata, w którym MYŚL się rodzi.
Mózg wysyła wówczas fale alfa lub theta, a czasem nawet delta.
Im głębszy osiągniemy trans, tym większy będzie nasz sukces!!!

Fale  DELTA  znane są na jawie tylko wielkim mistrzom.
Jest to stan oświecenia, przeogromnego szczęścia i ścisłej łączności z wszechwiedzą.
Każdy z nas osiąga ten poziom w chwili najgłębszego snu, kiedy to można wynieść nas razem z łóżkiem i nawet nie drgniemy.
Noworodki (do drugiego roku życia) przebywają na tym poziomie świadomości przez cały czas, ucząc się powoli panować nad własnym ciałem i światem materii.
Gdyby posiadały rozum i stan ducha dorosłych, po kilku upadkach poddałyby się na zawsze.
Na szczęście jednak wiedzą, że mogą wszystko.
Potrafią przeżyć upadek z wysokiego piętra lub pokonać najbardziej śmiertelną chorobę, jeśli tylko ich Duch planuje żyć.
Na tej właśnie płaszczyźnie wielu mistyków czyni swoje "cuda" w stylu chodzenie po wodzie, zatrzymanie akcji serca na wiele dni& itp.
Wystarczy jedna myśl i& dzieje się!

piramida Fale THETA to głęboki poziom hipnozy i czas marzeń sennych.
Maluchy nadają na tej fali praktycznie bez przerwy między drugim i siódmym rokiem życia.
Dzięki temu potrafią przekształcić oseska w miniaturkę człowieka, uporać się z chorobami, które zabiłyby dorosłych, opanowują mowę, a przede wszystkim przez cały ten czas kodują, kim są oraz jak przeżyć w świecie, w jakim przyszło im egzystować.
Jasne jest, że w Afryce panują inne reguły niż u Eskimosów, inne u przerażonych alkoholików, inne u ludzi bezpiecznych i kochających.
Dorośli są w tym czasie "bogami", od których zależy egzystencja, dach nad głową, słodycz miłości& praktycznie wszystko.
Odpowiednio do ich postawy i sposobu myślenia mały człowiek kształtuje wzorce uczuciowe oraz modele swoich zachowań.
Ogromną rolę odgrywa też jego indywidualna wrażliwość, a jeszcze większe znaczenia ma UWAGA, zwrócona na radość z faktu, że świeci Słońce lub na to, że babcia ma zawsze "kwaśną" minę.
Tak powstaje główny scenariusz życia, który może być dobrodziejstwem lub utrapieniem aż do starości.
Pochodzące z tego okresu wzorce i sugestie dorosłych, z którymi małe dzieci MUSZĄ się zgodzić, stają się naszą duchową prawdą i możemy ją "przeprogramować" wyłącznie po ponownym osiągnięciu fal theta.
Tymczasem przeciętny człowiek w tym stanie ducha zazwyczaj głęboko już śpi.
Traci tym samym kontrolę nad twórczością umysłu, który robi to automatycznie, po dziecinnemu - na motywach tego, co wie, jak np. jestem do niczego, nikt mnie nie kocha &itp.
Potem senny marzyciel nic nie pamięta i dziwi się, że tkwi w dramacie życia przeżywając czasem deja vu.
Cudowne jest to, że większość prawdziwie żarliwych marzeń z tego czasu w dogodnym momencie po prostu się spełnia. Pozostaje jedynie żałować, że celem był "tylko" rower lub batonik, ale na tym właśnie opiera się mądrość dziecka. Ono żyje TERAZ.
Z tego powodu mistycy radzą nam znów stać się jak dzieci; ufne, otwarte, pełne marzeń na jawie. Osiągając to przy pełnej świadomości stajemy się twórcami na obraz i podobieństwo Boga, a prawdziwie gorące marzenia po prostu nam się spełniają.

Nasi uczniowie, którzy dołączyli do pracy duchowej energię piramid YANTRA potrafią "sprowadzić" stan theta na jawę i nie zasnąć. Dzieje się to samoistnie, po dłuższej praktyce z medytacją przy piramidach.
Daje im to możliwość prawdziwej przemiany i transformacji, dlatego piramidy są dla nas tak ważne.

piramidy yantra Fale ALFA  znamy wszyscy z krótkiej chwili przebudzenia, gdy ucho łowi już odgłosy domu, a pod powiekami kołaczą się jeszcze senne majaki.
Jest to stan lekkiej hipnozy i uniesienia artystów, obecnych-nieobecnych - w trakcie procesu tworzenia.
Dzieci nadają na tej fali przez cały czas między 7 a 14 rokiem życia, dlatego łatwo uczą się języków, sprawnie pokonują choroby dziecięce (dla dorosłych bardzo uciążliwe) a przede wszystkim nieustannie tworzą, doskonaląc scenariusz filmu o sobie.
Jeśli na jakiś temat fantazjują wytrwale I konsekwentnie, osiągają to w życiu dorosłym bez trudu.
Silne sugestie, jakie słyszą w tym okresie od rodziców czy wychowawców, zapadają w ich duszach dość głęboko - jednak niekoniecznie na "całe życie".
Jeśli zechcą je zmienić, osiągnięcie stanu alfa możliwe jest w chwilach zadumy lub choćby po zamknięciu oczu. (Przynajmniej tak dzieje się w obecności piramid.)
Wraz z okresem dojrzewania mózg zaczyna generować charakterystyczne dla ludzi dorosłych fale BETA i klamka zapada.
Odtąd młody człowiek - o ile nie wstąpi na ścieżkę duchowości - będzie przeżywać życie według dominujących obrazów swojego filmu.
Naturalnie zbierze wiele zupełnie nowych doświadczeń, lecz główne wzorce myślowo-uczuciowe, zakodowane głęboko dawno temu w odmiennych stanach świadomości, pozostaną takie same.




fragment rozdziału   MOJA PIRAMIDALNA HISTORIA


."...Na zakończenie pragnę opowiedzieć o jednym z naszych najciekawszych przeżyć, które nazywamy "duchowym egzaminem" i które skłoniło mnie do napisania tej książki.
Dla Jarka było to kolejne oświecenie. "Połączył się" z Wiedzą na temat budowy Wszechświata, poznał matematyczną prawidłowość, ukrytą w świętej geometrii piramid i dotarł do miejsca, w którym programuje się matrix.
Być może sam kiedyś to wszystko opisze.
Ja doświadczyłam po raz pierwszy w życiu niezwykłej wizji na jawie.
Ten jeden jedyny raz byłam już w pełni obudzona, na chwilę jeszcze zamknęłam oczy i &. znalazłam się w czarnej, bezgranicznej przestrzeni.

kulka Było TAM jak "w domu" - ciepło, miło, bardzo bezpiecznie, przyjemnie ciemno. Jakby ktoś zgasił wszystkie gwiazdy wyłącznie po to, by można było podziwiać zawieszone w centrum czerni COŚ, co cudownie lśniło własnym blaskiem.
Przypominało to model atomu.
Wewnątrz znajdowała się kulka - mniejsza od piłki do tenisa, koloru intensywnego indygo.
Była jakby zbita ciasno z cząsteczek, które rozrzedzały się coraz bardziej, aż na zewnątrz otaczała ją jedynie delikatna, niebieskawa mgiełka.
Barwa, blask i struktura czyniły ją przedmiotem więcej niż nęcącym.
Wokół "kulki" krążyły z niesamowitą prędkością błyszczące orbity w postaci złotych obręczy o krawędziach ostrych jak noże.
Każda z nich obracała się w innym kierunku.
W pustce pozornie nie było nikogo poza mną, a jednak nie czułam się sama. Miałam wrażenie istnienia ogromnej widowni i utrzymywałam duchową łączność z kimś bliskim, przyjaznym choć obojętnym - jak wieczność.
W lot pojęłam, że moim ZADANIEM jest zdobycie kulki.
W tej samej chwili obudzony rozum podpowiedział, że grozi to odcięciem rąk. Obręcze obracały się z wielką szybkością.
Gdybym miała odtworzyć następujący potem ułamek sekundy, to zdaje mi się, że intensywnie szybko dokonałam koniecznych przemyśleń. Rozumowa część mnie chciała się najpierw przyjrzeć, po jakim torze możliwe jest wydostanie tego skarbu z wnętrza "karuzeli noży".
Planowała prawdopodobnie wyśledzić miejsce, gdzie choć na chwilę tworzy się przestrzeń, by można w nią było wsunąć dłoń.
Zaczęłam patrzeć na obiekt jak kot w mysią norę.
W tej samej chwili intuicja kazała mi podnieść rękę, w której hipotetycznie już "trzymałam obiekt pożądania" i odruchowo (po tylu latach pracy z afirmacją) powiedziałam: MAM KULKĘ!
W oka mgnieniu niebieskie cudo wypełniło przygotowane w dłoni wgłębienie i poznałam smak SPEŁNIENIA!
Ludzie nazywają to kosmicznym orgazmem.
Połączyłam się z całym Wszechświatem.
Zdałam "egzamin"
.




rozdział  OŚWIECENIE


Są ludzie, którzy wierzą, że oświecenie to stan ostateczny, który kończy koło narodzin i śmierci oraz wyzwala z karmy na zawsze.
Inni twierdzą, że sex jest grzechem śmiertelnym, za który diabły topią ludzi w beczkach ze smołą. Obydwa poglądy pochodzą z równie odległych czasów i są jednakowo przestarzałe.

Parę tysięcy lat temu żałosny poziom duchowego rozwoju nie pozwalał nam jeszcze pojąć Prawdy i trzeba było ją jakoś przystosować.
Gdyby nie strach przed piekłem, noworodki topiono by jak kocięta w każdym przydrożnym stawie, a gdyby przed adeptami rozwoju nie postawiono CELU - ostatecznej, wielkiej nagrody, żaden z nich nie podjąłby trudów duchowej pracy.

Wspólną cechą ścieżek (do Boga, Słońca, nirwany...), było umartwianie duszy i ciała, a im bardziej droga ta była bolesna, tym skuteczniej otwierała nas na Światło Poznania i duchową stronę ludzkiej natury.
Tylko wtajemniczeni wiedzieli, że u kresu ścieżki pełnej wyrzeczeń, po krótkim pobycie w siódmym niebie znajdą... początek kolejnej - wiodącej, owszem do raju, który jednak sami muszą sobie stworzyć na Ziemi.

Generalnie nic się nie zmieniło i oświecenie jest dokładnie tym, czym być miało. To zjednoczenie z całym Wszechświatem, pustką, przestrzenią, Uniwersum... Jest stanem który łączy przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, oznacza wszechwiedzę i wgląd we wszystko.
I jak sama nazwa wskazuje towarzyszy temu ŚWIATŁO, - jaśniejsze niż Słońce i SZCZĘŚCIE, którego nie zastąpi już żadne inne.
Każde kolejne doznanie tego typu jest trochę odmienne i u każdego objawia się inaczej - a raczej inny jest jego odbiór. Jesteśmy przecież bardzo różni.
Różny jest też czas trwania tego stanu. Kiedy mnie "dopadały" krótkie chwile, mój szesnastoletni syn przebywał w świetle ponad miesiąc.
Jest to także za każdym razem WGLĄD innej intensywności - jak nurkowanie w oceanie. Może być płytkie - przy brzegu, trochę dalej lub całkiem w głębinach.
Nieprawdą jest, że można zanurzyć się tylko raz i utonąć na zawsze.
Za każdym razem jest to tylko koniec jednego etapu. Pięknie ujęła to Agnieszka Osiecka w jednym z wierszy: " chwilę jest się w siódmym niebie, potem wraca się - do siebie".
A potem... znów szuka się siódmego nieba.
W tym punkcie wszyscy, którzy uciekli od marności tego świata w duchowość, zmuszeni są przenieść ją z powrotem na Ziemię, gdzie ponownie zetkną się z czysto ludzką żądzą, nie spełnionym pragnieniem czy choćby z banalną koniecznością płacenia rachunków.
Każdego oświeconego wcześniej czy później czeka egzamin z umiejętności przeniesienia praw kosmicznych na Ziemię, z mistrzostwa radzenia sobie wśród zwykłych ludzi - w prozie codzienności.
Bo prawdziwe człowieczeństwo leży w harmonijnym połączeniu tego, co w nas boskie i wzniosłe z tym, co zwierzęce i niskie.
Żaden, żeby nie wiem jak uduchowiony mistrz tego prawa nie przeskoczy i im bardziej oddala się od Ziemi, tym boleśniej potem na nią spada. Aż zrozumie, że na obecnym etapie musimy najpierw sprowadzić sobie to Niebo na Ziemię.
Czas dojrzał i wielu ludzi przeżywa dziś oświecenie spontanicznie - bez żadnych starań (przynajmniej ja wielu takich spotykam), a problem polega tylko na tym, jak z tym żyć i co z tym robić dalej.
Nie da się włożyć nowej prawdy w stare ramy.
Po pierwszym oświeceniu wiemy i czujemy więcej niż inni, odróżniamy łatwo prawdę od kłamstwa, potrafimy lepiej używać intuicji, objawiamy różnego rodzaju naturalne talenty... Jednak dalej jesteśmy tymi samymi ludźmi, tylko trochę w "ulepszonej wersji", tylko trochę bardziej świadomi.
Radość wprawdzie staje się wielkim szczęściem, lecz ból dramatem bez dna, z którym koniecznie i szybko trzeba coś zrobić.
Fatalne wzorce, nie obrobiona karma, fałszywe programy duchowe stają się być teraz tak bolesne, że nie da się tego dłużej wytrzymać. Dlatego oświeceni stale wynajdują najróżniejsze metody: regresje i terapie reinkarnacyjne, konstelacje rodzinne, radykalne wybaczanie, gry fabularne, rytuały...
Tak, tak - oświecenie to raczej zachęta do dalszej pracy w drodze do doskonałości, a nie kres morderczej wędrówki.
To tak, jakby osoba pragnąca emigracji do Australii, wyjeżdżała tam najpierw na wakacje, a potem dążyła, by przenieść się tam na stałe.
Za każdym powrotem miałby do wykonania jeszcze jakieś zadanie, a każdego lata poznawała by Australię z jeszcze innej strony.
Jest się jakby stale "w drodze do swej Itaki", przy czym każda chwila jest przecież tym samym TU I TERAZ. Trzeba to tylko znów - na nowo POCZUĆ.
Teraz jest wieczność i od nas tylko zależy, czy toniemy w żalu, czy wypełnia nas wizja szczęścia.

Nasz rozwój przypomina spiralę. Pniemy się w górę, lecz zataczamy wciąż te same kręgi, napotykamy wciąż te same problemy: finanse, seks, władza, związki, emocje, poznanie nowego, tolerancja, nowa wiara, inna wiara... i przechodzimy egzaminy ze zdobytej już Wiedzy.
Jeśli nie jesteśmy w stanie któregoś z zagadnień rozwiązać z wielką łatwością, musimy dokonać niezbędnej korekty w myśleniu i odczuwaniu.
Trzeba stale korygować wybraną filozofię, aż stworzymy idealny system wartości, w zgodzie z najwyższą Prawdą o nas.
Jak twierdzi kalendarz Majów, przed nami kolejne 26 tysięcy lat, żeby to opanować.
Tęsknota za światłem jest drogowskazem, lecz gdy zna się dobrze kierunek i wiadomo, dokąd się zmierza, trudno zabłądzić...

Pomimo tego upadłych mistrzów nie brakuje i choć przeszli tą drogą wielokrotnie, działają dziś po stronie cienia.
Dzieje się tak, ponieważ stan oświecenia w pewnym sensie ulega "zapomnieniu", tzn. wraca się coraz bardziej "do siebie".
Mickiewicz zapytany kiedyś, "co znaczy 44?" - odpowiedział: Nie pamiętam. Wiedziałem, ale zapomniałem".
Doskonale go rozumiem.
W chwili nirwany człowiek zdolny jest "odpowiedzieć na każde pytanie" i dosłownie "wszystko wie", w jednym błysku PRAWDA jest taka prosta..., potem jednak zostaje po niej coraz bardziej mgliste wspomnienie.

Znam dziwnych dla mnie ludzi, którzy przeżyli jedno płytkie oświecenie i potem niczym się nie różnili od siebie samych z przeszłości ani wcale też tak za tym stanem nie tęsknią.
Znam i takich, co po jednym krótkim błysku czują się wybrańcami Boga i starają się podporządkować sobie cały świat, na siłę.
Jeszcze inni zacietrzewili się w negatywnych wzorcach i uczuciach, w pretensjach i żalach fanatycznie broniąc upadłej pozycji.

W moim przypadku, ilekroć zdarzyło mi się sądzić, że oświecenie i Wiedza stawiają mnie ponad prawem rządzącym wszystkimi ludźmi, los szybko weryfikował tak nieodpowiedzialny sposób myślenia.
Widać mam już takie upadki za sobą.

Rozwój duchowy przypomina też naukę i grę na fortepianie.
Nie wystarczy umieć grać. Trzeba wiele razy przećwiczyć cały koncert fortepianowy od początku do końca, zanim zagra się go przed publicznością bez omyłki - w każdej chwili - na żądanie.
Jeśli najlepszy nawet wirtuoz od kilku lat nie widział na oczy instrumentu, może wypaść kiepsko.
Jeśli komuś się wydaje, że jest już doskonały i nie musi nad sobą więcej pracować, najczęściej upada. Upadek jest jak potknięcie uczącego się chodzić dziecka, które musi się dowiedzieć, jakie kroki nie są dla niego opłacalne.
Nie potępiamy więc upadłych mistrzów, tylko czekamy, aż się podniosą.
Stała uwaga, podążanie za swoim sercem i higiena psychiczna to cena wolności oświeconego człowieka.

Niezaprzeczalnie oświecenie musi powtórzyć się wiele razy, by mądrość w człowieku była ugruntowana i miała solidny fundament. By był on w stanie zawsze być oświeconym - jedną nogą tu, drugą TAM. Podobno wielu już takich było, ale jeśli im się bliżej przyjrzeć, zazwyczaj nie wracali do świata zwykłych ludzi i wolni od płacenia rachunków czy rozwiązywania problemów partnerskich mogli sobie tacy być. Mistrzowie Nowej Ery mają przed sobą trudniejsze zadania.
Przede wszystkim musimy rozpoznać, że wszyscy jesteśmy mistrzami.





POWRÓT                                            LINKI GŁÓWNE                                              DRUKUJ